niedziela, 4 listopada 2018

PAN PRZYPADEK I PÓŁECZKA "CHCĘ PRZECZYTAĆ"

Premiera za nieco ponad tydzień ale już dziś każdy może dodać TUTAJ "Pana Przypadka i kryminalistów" w serwisie Lubimy Czytać na półeczkę "Chcę przeczytać".  


sobota, 3 listopada 2018

PAN PRZYPADEK I KRYMINALIŚCI - DZIESIĘCIU MULATKÓW - ODCINEK 9


Twarz podkomisarza Łosia wyrażała w tej chwili jeden wielki dylemat. Wskazujący palec prawej dłoni bez ustanku nawijał wąsa, co tradycyjnie świadczyło o wielkim wysiłku intelektualnym policjanta. Jego górne zęby wciąż przygryzały dolną wargę, która cierpiała, gdyż w tym towarzystwie policjant mógł jedynie rozmawiać sam ze sobą, co też zresztą czynił.
Po co ja się na to zgodziłem?! – krzyczał na siebie w myślach. – Przecież mam za zadanie tylko nadzorować jego zlecenia, ale nie prowadzić z nim wspólnie śledztwa. Powinienem sam próbować rozwiązać sprawę morderstwa tej Pahl, a nie pomagać mu wydać książkę jego matki! Ciekawe, co na to powie podinspektor Zasada, jak się dowie?
– Tylko proszę pamiętać, że to ja prowadzę tak naprawdę to śledztwo – zaznaczył zdecydowanie podkomisarz Łoś, gdy razem ze starszym aspirantem Smańką i detektywem Przypadkiem stanęli pod kamienicą, w której przed śmiercią mieszkała pani Eleonora.
– Ależ oczywiście, panie podkomisarzu, będę o tym pamiętał – zapewnił Jacek, ale nie wiedzieć czemu żaden z policjantów nic a nic mu nie uwierzył.
– Dlatego jeśli ja prowadzę śledztwo, to ja ustalam, jakie pytania można zadać – sprecyzował podkomisarz.
– Naturalnie, zawsze tak było, gdy wspólnie prowadziliśmy śledztwa – przytaknął grzecznie detektyw, ale nie spodobało się to policjantowi.
– Zawsze każdy z nas prowadził odrębne śledztwa, które miały pewne punkty styczne. – Łoś spojrzał znacząco na Smańkę, gdyż spostrzegł, że ten ma chyba ochotę wyrazić pewną wątpliwość, czy aby na pewno słowa przełożonego są absolutną prawdą.
– Ma pan całkowitą rację – przytaknął potulnie Przypadek. – Zresztą proszę na mnie spojrzeć, zgodziłem się nawet, że tu nie przybiegnę, więc przyjechałem z panami autem. A przy przesłuchaniu będę milczał jak grób, dopóki pan nie powie, że powinienem zadać jakieś pytanie.
Solenne zapewnienia detektywa nie przekonały podkomisarza, lecz skoro znaleźli się już pod drzwiami Ciachorowicza, nie pozostawało mu nic innego jak służbowo i z godnością zapukać do drzwi sąsiada Eleonory Pahl. Po chwili wyszedł do nich gospodarz, uprzedzony wcześniej o wizycie policjantów, i zaprosił ich gestem ręki do pokoju, gdzie czekały już na nich herbata i ciasteczka.
– Proszę, rozgośćcie się panowie. – Wskazał ręką na krzesełka. – Chętnie odpowiem na wszelkie pytania, ale przyznam, że nic nowego mi się nie przypomniało, więc nie wiem, jak mógłbym panom pomóc.
– No cóż, zmieniły się osoby prowadzące śledztwo i…
– Tak, słyszałem. – Ciachorowicz wszedł w słowo Łosiowi. – Podobno tą sprawą ma się zająć ten słynny detektyw Przypadek. To któryś z panów? – Spojrzał pytająco na swoich gości, ponieważ zarówno Łoś, jak i Smańko pracowali dziś bez mundurów. Podkomisarz zerknął z ukosa na Jacka, który pomny swej obietnicy milczał jak grób, wyciągając tylko w górę dwa palce jak uczeń potwierdzający swoją obecność. – Aha, inaczej sobie pana wyobrażałem. Podobno pan wszędzie biega?
Jacek bezradnie rozłożył ręce, jedną z nich wskazując na Łosia. Podkomisarz, chcąc nie chcąc, udzielił wyjaśnienia:
– Dzisiaj pan detektyw przyjechał z nami. – Policjant chrząknął i zajrzał do raportu z przesłuchania, który przyniósł ze sobą. – Czyli mówi pan, że nic pan nie może dodać? – Ciachorowicz kiwnął twierdząco głową. – Niczego pan tego dnia nie słyszał i nie zauważył nic niepokojącego. Tak?
– Tak – potwierdził gospodarz.
Zapadła chwila milczenia. Na początku dość naturalna, podkomisarz bowiem wpatrywał się w policyjny raport, przekręcając jego strony, jakby chciał odnaleźć właściwy ustęp. Ale z każdą sekundą coraz bardziej jasne się stawało, że nie szuka niczego konkretnego, tylko ma nadzieję na odnalezienie jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który pozwoli mu zadać jakieś pytanie wnoszące coś nowego do sprawy. Nic takiego jednak nie następowało, a obecni zaczęli się kręcić jak widzowie zniecierpliwieni zbyt długim oczekiwaniem na początek spektaklu. Przypadek nawet wstał i rozglądał się po pokoju, szczególnie wpatrując się w półki.
– To o co pan chciał zapytać, panie podkomisarzu? – odezwał się w końcu Ciachorowicz.
– No właśnie, o co to ja chciałem zapytać? – Łoś rozpaczliwie patrzył na Jacka, który w tej chwili wpatrywał się głównie w sufit. Dlatego podkomisarz w końcu nie wytrzymał. – Niech pan wreszcie zada jakieś pytanie, w końcu to pan zaczął mieszać w tym śledztwie.
– Panie Ciachorowicz, proszę powiedzieć, dlaczego nie ujawnił pan policji, że był pan w długoletnim związku z panią Pahl? – zapytał Jacek, a Łoś, zamiast z wdzięcznością, spojrzał na niego ze złością, że wcześniej nie podzielił się z nim tą informacją.
– No bo… no bo… – Ciachorowicz intensywnie szukał usprawiedliwienia, zastanawiając się jednak przy okazji, czy nie warto jednak zaprzeczyć.
– Co no bo? Proszę odpowiedzieć – zażądał Łoś.
– To było bardzo dawno temu – przyznał w końcu gospodarz, który uznał, że to pewnie jeden z zazdrosnych sąsiadów zdradził detektywowi ten fakt. – Nie myślałem, że to ma znaczenie.
– Jak dawno? – zapytał Jacek.
– Niedługo po tym, jak się tu sprowadziłem. To już kilkanaście lat. Sam o tym już właściwie zapomniałem. To dawno wygasło.
– I dlatego wciąż trzyma pan na honorowym miejscu zdjęcie pani Pahl? – Jacek uniósł ramkę z fotografią położoną w tej chwili na płask, tak że nie była dla nikogo widoczna.
– A na dodatek ją pan ukrył! – wykrzyknął zadowolony Łoś, gdyż poczuł, że znalazł coś znacznie więcej niż punkt zaczepienia.
– Nie ukrywałem! – oburzył się Ciachorowicz. – Gdybym chciał ukryć, tobym schował do szuflady – bronił się.
– Położył ja pan tylko tak, bo nie spodziewał się pan, że będziemy gdziekolwiek zaglądać. – Jacek się uśmiechnął. – I pewnie zaraz po naszym wyjściu chciał ją pan jak najszybciej postawić jak zwykle, żeby patrzeć na miłość swojego życia.
– To nie była miłość mojego życia! – krzyknął zapalczywie pan Ernest, ale szybko się zorientował, że nie jest to najlepsza linia obrony. – No dobrze, kochałem ją cały czas, ale platonicznie.
– Widocznie inaczej się nie dało – zauważył bezczelnie Przypadek, a Ciachorowicz zaczął się zastanawiać, skąd tamten to wszystko wie. Jasnowidz czy co?! Chyba nie ma sensu niczego przed nim ukrywać.
– Nie zabiłem Eli. Nie byłbym zdolny zrobić jej krzywdy. Przecież ją kochałem. I to bardzo.
– Tak, tak. – Łoś ze współczuciem pokiwał głową. – Historia stara jak świat: odrzucony kochanek postanawia się zemścić.
– Gdybym chciał się mścić, to na tym drugim.
– Z całym szacunkiem, panie Ciachorowicz, ale my wiemy, że tych drugich był co roku co najmniej tuzin. – Podkomisarz Łoś nie bez pewnej satysfakcji wbił szpilkę przesłuchiwanemu. – Musiałby pan mordować średnio jednego w miesiącu. Dlatego zapewne wybrał pan łatwiejszą opcję.
– Pan mnie o coś oskarża?! Nie ma pan żadnych dowodów, że zrobiłem coś Eli.
– Nie oskarżam pana o morderstwo, ale o to, że skłamał pan w zeznaniach, twierdząc, że denatka była dla pana zwykłą sąsiadką. Zresztą w tym świetle staje się oczywiste, dlaczego sugerował nam pan, jakoby to pan Kowalski mógł być mordercą.
– Niczego nie sugerowałem! Powiedziałem tylko, co wiem. I to nie ja mogłem być o niego zazdrosny, ale ten jej wnuczek!
– On? Dlaczego? Zazdrosny o babcię? – Łoś patrzył zdziwiony na Ciachorowicza.
– Zazdrosny o pieniądze babci. Ona planowała zapisać cały majątek temu Kowalskiemu!

czwartek, 1 listopada 2018

PAN PRZYPADEK I KRYMINALIŚCI - DZIESIĘCIU MULATKÓW - ODCINEK 8


Pan Antoni Gelberg, do niedawna właściciel nieźle prosperującego antykwariatu, w którym można było znaleźć bardzo różnorodny asortyment nie zawsze legalnego pochodzenia, siedział teraz na kanapie w salonie pani Irminy Bamber. Zresztą może słowo „siedział” nie do końca oddawało stan faktyczny, on raczej przycupnął na brzegu mebla, jakby się bał zajmować większą część jego powierzchni.
Nie, nie był tu pierwszy raz, od pewnego czasu bywał stałym gościem. Przez długi czas wpadał wieczorami i w weekendy, ale od miesiąca, gdy zamknął swój antykwariat, przychodził także często w środku dnia w trakcie tygodnia. Niegdyś rozsiadał się na kanapie czy na fotelu całkiem wygodnie. Lecz dziś był taki dzień, że wolał usiąść na brzeżku, aby w razie czego szybciej się podnieść i uciec. Gospodyni nie zdawała sobie sprawy z jego stanu, gdyż była zajęta własnymi myślami, a wizyta pana Antoniego sprawiła jej dzisiaj radość z jednego względu: miała się wreszcie komu wyżalić.
– Dlaczego on mnie tak potraktował? I to po tylu latach znajomości, sąsiedztwa, współpracy…
– Niepotrzebnie tak się przejmujesz – próbował ją uspokoić pan Antoni.
– Łatwo ci powiedzieć. Gdybyś był w mojej sytuacji, to…
– To pomyślałbym, czy nie mam jakichś przyjemniejszych rzeczy do robienia w życiu niż pomaganie jakiemuś detektywowi.
– Jakiemuś?! – Pani Bamber zmierzyła Gelberga tak groźnym wzrokiem, że ten zaczął się zastanawiać, czy nie powinien zrobić użytku z tego, że nie siedział zbyt pewnie. – To nie jest jakiś detektyw, tylko absolutnie najlepszy detektyw, jakiego Polska widziała!
– Tak, tak, oczywiście, nie to miałem na myśli – zaczął się tłumaczyć Gelberg. – Chodziło mi o to, że jest dużo przyjemniejszych rzeczy do robienia niż uczestniczenie w śledztwach…
– Ale ja to uwielbiałam! A teraz wiem, że prowadzi następną sprawę i w żaden sposób nie poprosił mnie o pomoc ani nie powiedział, nad czym pracuje! – wyznała z żalem.
– No tak, rozumiem. Skoro jednak już nie uczestniczysz w tych śledztwach…
– Myślisz, że to na zawsze?! O Boże! – Pani Irmina załamała ręce. – I pomyśleć, że to ja namówiłam go do bycia detektywem, a teraz dostaję taką zapłatę.
– A może po prostu nie chce ci zawracać głowy?
– Dobrze wie, że mi nie zawraca, i na pewno zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo lubiłam mu pomagać. Dlaczego pozbawił mnie tej przyjemności? – gryzła się pani Irmina.
– Może chciał, żebyś skorzystała z innych przyjemności?
– Jakich? – zdziwiła się kobieta. – Zresztą te inne nie przeszkadzają mi w pomaganiu mu w śledztwach. A tu taka ciekawa sprawa. Na dodatek ja sporo wiem o tej Eleonorze Pahl. Mogłabym mu pomóc.
– To mu o tym powiedz – poradził zrezygnowany antykwariusz.
– Kiedy nie chce do mnie wpaść. Zapraszałam go dziś na popołudnie na kruche ciasteczka, ale powiedział, że nie ma czasu, bo się umówił z podkomisarzem Łosiem.
– Może naprawdę się umówił? – wyraził przypuszczenie pan Antoni i znów po chwili żałował swoich słów, gdyż pani Irmina po raz kolejny zmroziła go wzrokiem.
– Dawniej przełożyłby spotkanie, a na ciasteczka by przyszedł – wyjaśniła z wyższością pani Bamber. – W ostateczności powiedziałby, że będzie godzinę później. A dzisiaj po prostu zbiegł po schodach bez słowa tłumaczenia.
– Przecież wiesz, że on wszędzie biega.
– No właśnie, a dzisiaj był w dżinsach i zwykłej kurtce.
– To może zmienia metody prowadzenia śledztw?
– Ale dlaczego mnie o tym nie uprzedził?
– No bo… no bo… To już zupełnie nie wiem, co ci poradzić. – Antykwariusz bezradnie rozłożył ręce.
– Tyle to i ja wiem. Ale musi być jakaś przyczyna, dla której to zrobił. I ja muszę się tego dowiedzieć!
– Chcesz zostać… detektywem? – zapytał z niedowierzaniem pan Antoni.
– Detektywem to za dużo powiedziane. Chcę po prostu rozgryźć jednego detektywa. I nie spocznę, dopóki mi się to nie uda.
– Aha, rozumiem. – Gelberg wygodniej rozsiadł się na kanapie, ponieważ uznał, że dziś będzie bezpieczny. Sprawy, z którą przyszedł, i tak nie ma sensu poruszać w tej sytuacji, a wizyta, która miała zdeterminować jego najbliższe życie, zapewne znowu zmieni się w przemiłą pogawędkę z sympatyczną znajomą.
– A ty chyba chciałeś mi coś powiedzieć? – zainteresowała się pani Irmina.
– Teraz to już nieważne. – Mężczyzna machnął lekceważąco ręką.
– Za to ja chciałam cię zapytać, czy ty czasem nie zaniedbujesz swojego antykwariatu? Tak często u mnie teraz bywasz…
– Po prostu mam trochę więcej czasu i daję szansę wykazania się mojej pracownicy.
– To znakomicie, będzie mógł mi pomóc rozwiązać tę zagadkę?
– No wiesz… – Pan Antoni się zawahał, ponieważ nie miał najmniejszej ochoty bawić się w detektywa. Po chwili jednak uznał, że dopóki nie uda się rozwikłać tej kwestii i tak nie będzie sensu rozmawiać z panią Irminą o tym, po co do niej przyszedł. Dlatego stwierdził z rezygnacją: – Właściwie mogę ci pomóc. Co mam zrobić?