czwartek, 23 listopada 2017

PAN PRZYPADEK I POTYCZKI Z FEMINISTKAMI

Autorce TEJ RECENZJI najnowszego tomu moich przygód szczególnie przypadły do gustu moje potyczki słowne z feministkami. Sądząc jednak po komentarzach Czytelniczek jej bloga nie wszystkim się one muszą spodobać. No cóż, ja wiem, że nie podobają się one z pewnością feministkom, z którymi rozmawiałem. Bo nic tak dobrze nie obnaża czyjegoś stanu umysłu jak cytaty z niego :)


środa, 22 listopada 2017

PAN PRZYPADEK I ZAKOŃCZENIE ZWALAJĄCE Z NÓG

Martę Wśród Książek, która napisała TĘ RECENZJĘ zwaliło z nóg zakończenie. To fakt, Autor dość zgrabnie przerwał moją historię:) Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co stanie się na końcu czternastego tomu. Oczywiście pod warunkiem, że Autor da radę to pisać jeszcze tak długo. Wypada trzymać za niego kciuki.


wtorek, 21 listopada 2017

PAN PRZYPADEK SAMOTNY I ZAGUBIONY

Jak twierdzi Autorka TEJ RECENZJI wyglądam w czwartym tomie moich przygód na samotnego i zagubionego. No cóż, w tym tomie zmagam się nieco z kryzysem wiary w siebie, gdyż ktoś udowodnił mi w poprzedniej części, że ludzie nie zawsze są banalnie przewidywalni. Za to mój tata taki na pewno jest i sposób, w jaki się z nim rozprawiam bardzo przypadł do gustu recenzentce :)



poniedziałek, 20 listopada 2017

PAN PRZYPADEK PEŁEN SPRZECZNOŚCI

Jak zauważa Autorka najnowszej RECENZJI szóstego tomu moich przygód jestem mężczyzną pełnym sprzeczności i dlatego trudno mnie ocenić. "Niby jest amatorem, a swoją pracę wykonuje perfekcyjnie. Określany jest jako cynik, jednak nie brak w nim finezji i szczypty pożądanego romantyzmu". Na szczęście ocena samego tomu nie nastręcza jej trudności i daje mu bardzo wysoką notę:) 


wtorek, 14 listopada 2017

PAN PRZYPADEK I... ZAISKRZYŁO!

Nie mam łatwego charakteru i zdaję sobie sprawę z tego, że trzeba sporo dobrej woli aby mnie polubić. Dlatego nie dziwi mnie, że wiele osób czytających moje przygody nie darzy przy tym mojej osoby nadmierną sympatią. Cieszę się jednak, że czasem się to zmienia, jak w, nomen omen, przypadku Autorki TEJ RECENZJI , która dopiero po lekturze szóstego tomu moich przygód, poczuła, że coś zaiskrzyło. Oby tak dalej, może to uczucie będzie trwałe ? ;) 



niedziela, 12 listopada 2017

PAN PRZYPADEK JAK Z PŁATKA WCIĄGA W OTCHŁAŃ... STRON.

Jak pisze Autorka TEJ RECENZJI piąty tom moich przygód. czyli "Pan Przypadek i mediaktorzy" czyta się jak z płatka a akcja serii coraz mocniej wciąga w otchłań kolejnych stron. Ponadto jestem tym razem nazywany "polskim Herculesem Poirot" co bardzo mi odpowiada. Choć marzy mi się, żeby kiedyś o kimś powiedziano: "belgijski Jacek Przypadek". ;)



czwartek, 9 listopada 2017

PAN PRZYPADEK CZYLI POLSKI SHERLOCK?

Pojawiła się następna RECENZJA najnowszego tomu moich przygód, czyli "Pana Przypadka i kobietonów". Jej Autorka porównuje mnie w niej do Sherlocka Holmesa, choć ja akurat czuję w sobie więcej wspólnego z Herculesem Poirot. A jak jest naprawdę, musicie się przekonać sami :) 



poniedziałek, 6 listopada 2017

PAN PRZYPADEK I KOBIETONY - ODCINEK 22

Pani Aldona Luzyńczyk nie była zbyt częstym gościem Studia Modelingu Paznokci, ale lubiła sobie czasem pozwolić na odrobinę luksusu. Kończyła wtedy pracę nieco wcześniej i oddawała swe dłonie w ręce popularnej manikiurzystki. Wykorzystywała również ten czas, aby podzielić się ostatnimi wrażeniami z pracy w fundacji, gdyż Andżelika Paneczko nadawała się do tego jak nikt inny.
– Powiem pani, że po prostu strach je teraz zostawiać same w trójkę – powiedziała sekretarka, gdy tylko pani Andżelika zajęła się jej pierwszym paznokciem.
– Bogdańską też? – zdziwiła się uprzejmie manikiurzystka.
– No tak. Chociaż nie, ją już nie. Proszę sobie wyobrazić, że dziś zadzwonił do niej ten detektyw, Przypadek. Wie pani, ten co teraz śledztwo prowadzi w sprawie morderstwa pani Indży.
– Tak, kojarzę go – odparła enigmatycznie pani Andżelika, która wprawdzie nigdy nie zabraniała swoim klientkom wymieniania najnowszych ploteczek, jednak nastawiała się raczej na słuchanie niż na przekazywanie informacji.
– Myślałam, że będzie chciał porozmawiać z panią Edytą albo Kasią. A on poprosił Olę. Gdy wzięła słuchawkę, to od razu na niego huknęła, ale zaraz potem zbladła jak ściana. Prawie w ogóle się nie odzywała, chociaż on mówił do niej z pięć minut. A potem wbiegła do swojego gabinetu i czegoś tam szukała, prawie wywracając wszystko do góry nogami. Krzyczała przy tym strasznie i przeklinała, aż pani Edyta poszła do niej. Ale Ola ryknęła, żeby się wynosiła. To dobra dziewczyna, ale nerwy ma na wierzchu, wystarczy lekko dotknąć i już wybucha.
– A co pani Staniec na to?
– Oczywiście trochę ją obsztorcowała. Ale wtedy wyjrzała od siebie pani Kasia i wsiadła na nią, żeby nie pouczała pracowników, bo jeszcze nie jest prezeską. I tak w koło Macieju. W zasadzie trzeba by było ustawić pośrodku korytarza fundacji płot, a jeszcze lepiej mur, bo płot by od razu przewróciły. Dziś też nawrzeszczały na siebie i nie wiem, czy znowu nie rzuciłyby się sobie do oczu, gdyby nie Ola.
– A co ona znów zrobiła?
– Wyszła nagle z pokoju z kartonowym pudłem i oświadczyła, że nie ma ochoty widzieć ich nigdy więcej w życiu i że odchodzi z fundacji. Gdy poszła, zaczęły się nawzajem oskarżać, że to wina tej drugiej, iż odeszła taka dobra pracowniczka. Potem znów zaczęły mówić, że to ta druga na pewno zabiła panią Indżę. Wie pani, pani Andżeliko, że jak tak patrzę na nie i widzę w tym ich wzroku żądzę mordu, to sama zaczynam się zastanawiać, czy to nie któraś z nich.
– Całkiem możliwe – przyznała skwapliwie pani Andżelika. – I jak się ta ich kłótnia skończyła?
– Zagroziłam im, że jak nie przestaną, to ja też odejdę.
– Naprawdę by to pani zrobiła?
– To już nigdy nie będzie ta sama FuRiA co za czasów pani Indży – odpowiedziała wymijająco pani Aldona.
– Pewnie tak.
– Chociaż powiem pani, że żal mi było czasem tych młodych chłopców, co to nam chcieli pomagać. Pani wie, że nawet swojemu siostrzeńcowi zabroniłam do mnie do pracy przyjeżdżać?
– I słusznie – przytaknęła grzecznościowo Andżelika Paneczko zajęta kolejnym paznokciem.
– A pamięta pani, jak kiedyś pani przyszła, aby jej zrobić manikiur w gabinecie, a ja powiedziałam, że jest zajęta?
– Naprawdę? – zdziwiła się właścicielka Studia Modelingu Paznokci.
– No tak, spóźniła się pani wtedy trochę. Ona lubiła mieć dobrze zrobione paznokcie, zanim odwiedził ją jakiś chłopak. Biegła przedtem do pani. Zawsze wtedy starała się, żeby wszyscy wyszli z fundacji. Naprawdę pani nie pamięta?
– Naprawdę. – Wpatrzona w paznokcie rozmówczyni Andżelika Paneczko sprawiała wrażenie całkowicie pochłoniętej pracą. – Zresztą od tego mam studio, nie latam po klientkach.
– A wydawało mi się, że tego dnia, gdy panią Indżę zabito, też pani miała przyjść.
– A po co? Pani Indża wpadła do mnie tego dnia z samego rana. Zresztą chyba pani by mnie zauważyła, gdybym przyszła – powiedziała nieco opryskliwie właścicielka Studia Modelingu Paznokci, lekko już poirytowana dociekliwością pani Aldony.
– Wyszłam godzinę wcześniej.

– Ale potem pani wróciła. Pamiętam nawet, że przez chwilę rozmawiała pani z panią Kasią, która gadała przez telefon.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To już ostatni odcinek tej zagadki, opublikowany na moim blogu. Jeśli już wiecie, kto jest zabójcą Indży Wasowicz, to gratuluję Wam! Jeśli nie, to zapraszam po książkę do jednej z księgarni. Na przykład TUTAJ albo TUTAJ